piątek, 16 sierpnia 2013

„Kuchnia z Zielonego Wzgórza” – L. M. Montgomery


Drodzy Czytelnicy, pamiętacie Zielone Wzgórze i wyspę Księcia Edwarda? Myślę, że naturalnym odruchem jest skojarzenie z Anią z Zielonego Wzgórza. Chyba nie ma osoby, która nie słyszała o rudowłosej Ani Shirley i jej przygodach. Sama darzę ogromnym sentymentem książki Pani Montgomery. Gdy byłam dzieckiem, zaczytywałam się godzinami w książkach o Ani. To właśnie one dały początek mojej wielkiej miłości do książek.

Takich pisarek jak L. M. Montgomery po prostu się nie zapomina. Mało tego, chce się wiedzieć jeszcze więcej i więcej. Dlatego też Kuchnia z Zielonego Wzgórza stała się moją skarbnica wiedzy na temat życia pisarki. W książce poza przepisami na niezwykłe ciasta, ciasteczka, zapiekanki czy konfitury, czytelnik ma możliwość poznania samej Montgomery jak i jej krewnych. L. M. Montgomery kochała kuchnię, gotowanie, pięknie nakryty stół. Posiłki traktowała jak obrzęd. Chciała żeby było świeżo i smacznie pod każdym względem. Okazuje się, że pisarka była ciepłą i wesoła kobietą. Swoim dowcipem wywołuje uśmiech na mojej twarzy nawet w tym momencie. O sobie mówiła tak:

„Gdybym – biedaczka – nie była pisarką, pewnie zostałabym pierwszorzędnym kucharzem”[1]
 

W moim odczuciu książka jest niezwykła. Dlaczego?
-          Po pierwsze: oprawa imituje stary, często używany zeszyt. Taki zeszyt na pewno posiada każda babcia i mama.
-          Po drugie: w książce jest sporo klimatycznych, czarno – białych fotografii z życia Lucy i jej rodziny.
-          Po trzecie: to niezwykle sentymentalny zbiór wspomnień okraszonych wspaniałymi recepturami.



Tę książkę pokochają wszyscy fani (wiem, że chłopcy także zaczytywali się w przygodach, którym początek, dawała w swoich książkach L. M. Montgomery) rudowłosej Ani. Dla mnie Kuchnia z Zielonego Wzgórza była swego rodzaju retrospekcją. Nagle byłam młodsza o 20 lat i biegałam po Wzgórzach pachnących konfiturami... Wspaniałe uczucie. Polecam z całego serca, bo książka może być również świetnym prezentem.

Ocena: 6/6

[1] Lucy Maud Montgomery – Kuchnia z Zielonego Wzgórza, Wydawnictwo Literackie, str. 2.


11 komentarzy :

  1. Nie miałam pojęcia, że pani Montgomery napisała i taką książkę! Chętnie bym do niej zajrzała, ale raczej z sentymentu do serii o Ani niż z potrzeby wykorzystania któregoś przepisu:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy zobaczyłam pierwszy wyraz "kuchnia" pomyślałam nie to nie dla mnie, ale po przeczytaniu drugiego członu tytułu, zmieniłam zdanie ; ) rzeczywiście warto byłoby się przyjrzeć trochę bliżej autorce, która stworzyła wspaniałą Anię ; )

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała seria o Ani wywarła duży wpływ na mój rozwój. Muszę mieć tę książkę, koniecznie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak dla mnie to pisarka jednego pomysłu - nie znam jej twórczości wykraczającej poza szablon motywu Ani.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam się szczerze, że nie wiedziałam, iż istnieje „Kuchnia z Zielonego Wzgórza”. W takim razie muszę koniecznie ją poznać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety nie czytałam, ale postaram się to jak najszybciej zmienić! :) Pozdrawiam, Livresland :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Skoro Ania to moja ulubiona bohaterka, to koniecznie muszę poznać tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudo! I ta oprawa graficzna!
    Nie wiem czy uda mi się ją dostać w bibliotece, ale będę polować : )

    OdpowiedzUsuń
  9. Ostatnio strasznie interesuje mnie temat jedzenia w książkach :D Ale serii o Ani niestety nigdy nie udało mi się przeczytać... :( Do tej pory żałuję :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ooo bardzo lubię Anię, także na pewno przeczytam tą książkę:)

    OdpowiedzUsuń